Wiosna 2010

      Zostało praktycznie dwie dekady kwietnia na ostatnie obserwacje gęsiowe w Dolinie. Jak doświadczenie pokazuje, ostatnie stado gęsi znika z Zajek (tam siedziały w tamtym roku najdłużej) zaraz na początku maja, może w czasie długiego weekendu, a może kilka dni po. Jak wyglądało to latoś? Dziwnie, jakoś tak dziwnie! Niby opóźnienia wielkiego nie było, ale wyczekiwanie „ciężko-zimowe”, spowodowało, że oczekiwania były dużo większe. Po doniesieniach z Doliny Baryczy i Stawów Milickich o dziesiątkach i setkach tysięcy siejących spustoszenie ptaków, liczyłem że jak towarzystwo ruszy, to niebo będzie czarne. Przeliczyłem się. Co prawda z urlopikiem trafiłem. Ostatni tydzień marca, nawet się sprawdził. Można mówić o punkcie kulminacyjnym, o ile można mówić w ogóle, o jakiejś kulminacji. Byłem w środku tego wszystkiego. Byłem w Dolistowie, Zabielu, w gęsiowym zagłębiu koło Mścichów i Brzostowa. Nie powiem, gęsi widywałem, ale były to niewielkie stada, bardzo rozproszone, płochliwe, nieufne…
      Tradycyjnie pierwsze dni marca to gęgawy. Były zawsze dużo bliżej niż ich wielotysięczni krewniacy. Gęgawy jednak szybko się kończą i wypierają je białoczelne i zbożówki. Te właśnie żerują u nas do maja. Pośród nich można namierzyć (ostatnio jakby częściej) bernikle białolice i nawet obrożne, i rdzawoszyje.
      Jak ja próbowałem w tym roku robić zdjęcia? Umyśliłem sobie zasiadkę. O ile drapieżniki można zwabić padliną, to jak zwabić gęsi pod namiocik…? Znalazłem i wytypowałem więc kilka miejsc, gdzie ptaki przesiadywały w tęgich ilościach i próbowałem im następnego dnia zaparkować swój namiocik w stołówce, z nadzieją, że tysiące gęsi obsiądą mnie jak muchy g…o. Niestety, miały dla mnie jednak szacunek i olewały moje kamuflaże, lądując najbliżej kilkaset metrów dalej. Tylko kilka lęgowych gęgaw przysiadło mi w zasięgu obiektywu. Czy jestem zadowolony z tegorocznych zdjęć? Ciągle czuję niedosyt. Wygląda na to, że będę czekał na kolejne wiosenne przeloty. Dzisiaj zamieszczam kilka zdjęć tegorocznych.
       Piękne stado dostrzegłem któregoś dnia koło Bożejewa. Dużo wysiłku kosztowały mnie te zdjęcia. Błoto, że hej! A mi oczywiście nie chciało się wciągnąć woderów. Czyściłem się z pół godziny, zanim sumienie pozwoliło mi się zapakować do auta. Ostrzegam przed polami w marcu, po roztopach. To pułapka bagienna. Polna glina to istne paskudztwo. Zdesperowany zażyłem w końcu kąpieli nóg w przydrożnym rowie. Zimno i niezbyt przychylnie pachnąca woda. Z mokrymi goleniami pojechałem do Radziłowa. To było w tym roku dla mnie najlepsze miejsce. Najpierw głupie i bezczelne zbliżanie się do gęsi. I tak byłem mokry, zły i zmarznięty. Zrobiłem kilka zdjęć, ale z kiepskim światłem.
      Wróciłem tam na drugi dzień i był to tegoroczny raj. Piękna pogoda. Tysiące gęsi, świstuny, rożeńce kuliki, mewy, bataliony. Zrobiłem kilka ładnych fot. Nastawiony na idealne fotografowanie z ukrycia, rozstawiłem się w tym raju z moim ukryciem następnego dnia. Ale!!! Myślę sobie. Zadziobią mnie dzisiaj… I cooo…? Nic, na drugi dzień nie usiadła ani jedna. Stada leciały gdzieś na wschód nad moją głową. Ale tu nie było nic!!! Wyparowały wszystkie ptaki. Tak więc natura znów dała mi lekcję pokory, ale ze względu na mojego kumpla (wielebna osoba), nie będę cytował jak mi łatwo ta pokora przychodzi. Zbyt niecenzuralne to słowa. Ale zrobiliśmy w tym roku z x. Tomkiem kilka ładnych, wczesnowiosennych wyder!
      Kilka dni w Dolistowie. Tu raczej popołudniowy, tradycyjnie klimatyczny most. Mały przelot, ale piękne łabędzie, rozmowy z ludźmi (miejscowi i turyści, fotograficy i filmowcy). Poznałem Braci Ogrodowczyków (mam ich dwa filmy). Podziwiam za zapał, jakość, ujęcia i normalność. Przepraszam jeszcze raz panowie za Radziłów, nie wiedziałem, że ptasie towarzystwo zwieje drugiego dnia.
      Warto jeszcze wspomnieć o jednym wiosennym wydarzeniu. Słońce operujące śmielej, miesza zmysły nie tylko przedstawicielom tego samego gatunku. Byłem świadkiem jak kotka, prowokowała psa do zainteresowania się miłosnymi igraszkami. No żeby jeszcze inne rasy, ale to przecie pies z kotem. I nie był to żaden gwałt, jak to twierdzi moja dolistowska ciocia, tylko legalnie sprowokowany przez kota seks z psem. „Cygan” opierał się jakiś czas. Ale jak kotka przeczołgała się pod nim kilka razy i smagnęła go po nosie wyprężonym ogonem, uległ tym szatańskim prowokacjom. Zdjęcie może nie jest najlepsze jakościowo, ale widać wyraźnie, że nie jest to atak na bezbronną kicię. Dawno już odkryto, że słońce może być zdradliwe, zwłaszcza jego pierwsze intensywne podrygi. I tak to właśnie stałem się świadkiem , najbardziej zaskakującego zdarzenia w czasie wiosennych przelotów, o jakim w tym roku słyszałem. Ach te Dolistowo…zawsze mnie spotyka tu coś nowego.
      P.S. Jeszcze ponad dwadzieścia dni. Przed nami koniec gęsi i bataliony. Wiosenne pozdrowienia, aby tylko słońce nie pomieszało nam w głowach!!!